niedziela, 2 marca 2014

Info

W poprzednim info dodałam znaczek. Zaraz to tu całe skopiuje xD

o Chodzi o to że miałam zamiar wstawiać wam jedną część co 1-2 dni.
Ale jako iż piszę na tablecie, a w domu nie mam wi-fi to jestem w stanie przesłać to tylko będąc:
☺ u siostry
☺ u wujka
☺ w KFC xD
☺ w jednym z autobusów, kursujących u mnie :p
w szkole na 2 piętrze, gdzie mam rzadko lekcje :/
Drugą opcją było by przepisywanie tego, ale na prawdę mi się nie chce.

o Kolejną sprawą jest DŁUGOŚĆ rozdziałów.
☻Staram się by były w miarę podobnej długości, ale nie zawsze wiem ile tego wyjdzie pisząc na tablecie.
☻Długość długości nie równa ponieważ robię ostatnio dużo dialogów a to optycznie powiększa długość rozdziału. Ale literowo (bo w literach liczy mi tablet) jest taka sama w miarę (waha się od 200 - 500 literami)

o Teraz JAKOŚĆ
☺ Pisząc na tablecie czasami wstawiam inną literę - przepraszam!
☻ Zdarza się że jak już zacznę pisać szybko to nie wskakuje spacja a ja tego nie wyłapuję.
☺ Błędy ortograficzne - są tak rażące że porażka, ale to zazwyczaj nie mój brak wiedzy tylko to że piszę szybko na przerwach albo w przerwach dyktowania przez nauczycieli
☻ Udostępniając z NOTATNIKA na BLOGGERA nie robią się ENTERY za co przepraszam, obiecuję że będę starała się to poprawić do 5 godzin. Chyba że nie będę miała dostępu do komputera.
☺ Czasem piszę po północy bo wiem że skoro wstawiam już raz na tydzień to nie 1-2 rozdziały a więcej i wtedy jest na prawdę mało maślane... I obiecuję że jak wstawię taki rozdział to do 2 dni go poprawię gdyż będę je poprawiać dopiero po zamieszczeniu na bloggerze bo nie mam czasu żeby to zrobić wcześniej :p


Za wszystko przepraszam...


A teraz te moje 'znaczki':
◘◘ Teraz coś co tyczy się rodzaju czcionki w tekście:
Jeśli zobaczycie:
*jakiś tekst - oznacza to że jest to "przemyślenie" bohatera który nie jest narratorem
/jakiś tekst - są to informacje ode mnie, wyraz twarzy czy coś w tym stylu czego nie potrafię opisać jakoś specjalnie...
^^tekst/link - są to linki do wyglądu makijażu/stroju,/pomieszczenia
tekst - są to zapiski w pamiętniku (z czego w tym wypadku zazwyczaj kończy/zaczyna się czymś w stylu Kochany Pamiętniczku...)
~jakiś tekst - są to słowa, które "wypowiada" główna bohaterka (narrator) ale nie na głos tylko w głowie...


Jeśli wprowadzę coś jeszcze to wam dam znać :***

sobota, 1 marca 2014

Part 13

- Idziesz czy miziasz się z Niall'em - zaśmiała się moja przyjaciółka.
- Idę, idę - w końcu oswobodziłam się z uścisku Niall'a - do zobaczenia potem.
- W domu? - zapytał, ja wiedziałam że nie chodzi mu o uściślenie miejsca tylko podkreślenia tego że jego dom to też mój dom
 - Tak w domu - uściśliłam, na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Z Pezz roznosiłam zaproszenia do szesnastej, po czym udałyśmy się na zakupy.
- Jaka ta sukienka śliczna, w sam raz dla ciebie na dziś - uśmiechnęła się ściągając z wieszaka śliczną karmelową sukienkę.
- Jest śliczna owszem ale ja nie mam przy sobie pieniędzy.
- To nie problem bo ja mam - zaśmiała się.
- Nie chce od ciebie pożyczać.
- To nie pożyczka jestem wampirzycą mam wiele kont a na nich wiele pieniędzy. Uwierz ta sukienka dla mnie to jak... Hmmm... Jak bułka dla tej kasjerki, nic nie kosztuje - zaśmiała się, a ja zrozumiałam o co jej chodzi.
- To co przymierzyć??
 - Tak, ja płace. Rozmiar S poprosimy - zawołała Pezz a ekspedientka szybko przyniosła odpowiedni rozmiar. Po pięciu minutach stałam przed Pezz, miała racje wyglądałam w tej sukience bosko.
 - Niall padnie z zachwytu jak cię zobaczy - uśmiechnęła się a ja niechętnie przyznałam jej racje. Jeszcze przed chwilą sądziłam żre ja jej się w tej sukience nie spodobam i zrezygnuje z zakupu jej dla mnie.
- Okej więc te dwie sukienki - skazała na moją karmelową i swoją jaśminową.
- Kiedy ją przymierzyłaś? - zapytałam zdziwiona.
- Przed chwilą - odszeptała moja przyjaciółka.
Po pięciu minutach obie wzbogacone o nowe sukienki stałyśmy przed butikiem, zastanawiając się co możemy robić przez następne czterdzieści minut czekając na listę towarzyszek zaproszonych chłopaków.
 - Może pójdziemy do kawiarni? - zaproponowała, gdy szłyśmy ulicą.
 - Jasne z tobą wszędzie - zaśmiałam się.
 Gdy weszłyśmy do budynku wszystkie stoliki były zajęte. Już chciałam zaproponować by wyjść, ale Pezz pomachała do jakiegoś chłopaka i ten szybko podszedł do nas. Po kolejnych dwóch minutach siedziałyśmy przy stoliku z kartami w rękach.
- Ja zamawiam białe latte, a ty co chcesz - zapytała odkładając kartę na stolik.
- Może być latte...
 - Białe latte dwa razy - powiedziała do tego samego chłopaka.
- 10 minut i przyniosę - kiwnęłyśmy głową na potwierdzenie.
Zastanawiałam się czy tak już będzie wiecznie, czy może w Niall się mną znudzi i zostawi.
- Pezz, możecie jeść i pić normalne jedzenie?
 - Tak, dają nam trochę energii ale nie pozwalają nam przeżyć.
- Tylko ludzka krew daje wam życie?
- Tak, znaczy krew zwierzęca daje nam energię ale szybciej się spala i niestety jest jak fast-food dla was.
 - Często musicie jeść? - zrozumiała że chodzi mi o krew.
- Dwa razy w miesiącu, dlatego raz w miesiącu robimy imprezę i zdobywamy krew. Nie lubimy zabijać.
- Czyli bezpieczna lista...
- To lista osób, którymi nie można się żywić. Znaczy tobą na pewno nikt się nie będzie żywił, co do reszty to nigdy nie mamy stu procentowej pewności.
- Nie bój się nie ucieknę przez te informacje.
- Jesteś niezwykła wiesz, każdy inny człowiek by uciekł. Ja na początku też uciekłam od Zayn'a - zaśmiała się na wspomnienie.
- Uciekłaś od Zayn'a? Myślałam że...
- Że poznaliśmy się jak oboje byliśmy wampirami? Nie, i ciesze się z tego dzięki temu mogłam się wiele nauczyć odo osoby którą kocham. To cudowne uczucie przeżywać pierwsze dni po przemianie z kimś kogo się kocha. Ty i Niall wtedy najbardziej się poznacie, siebie i swoje słabości a także zrozumiecie jak bardzo wam na sobie zależy.
- Myślisz że mu się nie znudzę? - zapytałam trochę ze smutkiem.
- Nie myślę ale jestem tego pewna - uśmiechnęła się a na stoliku stanęły nasze kawy.
- Dzięki Jim, dziś impreza będziesz?
- A ta ślicznotka będzie.
- Jasne w końcu to dziewczyna Horana - posłała mu śnieżnobiały uśmiech.
- Szkoda, pachnie apetycznie - zaśmiał się i odszedł.
- To wampir - zdziwiłam się.
- Tak młody wampir, niedawno przyjechał do miasta jest pod opieką Danielle. Biedaczka miała z nim już kilka problemów, bo nie chce się stosować do zasad. Właściwie nie chciał, teraz już bardziej - zaśmiała się i sięgnęła po napój.
- Tak, rozumiem że ja jestem nietykalna - zaśmiałam się.
- Tak to chyba jedyna zasada jakiej od początku przestrzegał - tym razem obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Coś śmiesznego - Jim przysiadł się do nas - mam przerwę mogę?
- Jasne siadaj - powiedziałyśmy w tym samym momencie, nie przestając się śmiać.
- Co was tak rozśmieszyło - znowu zapytał.
- Ty - zaśmiałam się - a raczej to że nie żywisz się laską innego wampira i że to jedyna zasada jakiej przestrzegasz od początku.
- Bo to tak jakby podrywać laskę kumpla, nie można tego robić.
- Dobra ty mi lepiej powiedz kiedy ostatni raz jadłeś?
- Dziś rano kanapkę. A jeśli chodzi ci o krew to jakieś dwanaście dni temu.
- Wiesz że jeszcze powinieneś jeść co tydzień, Jim czy Dan ma cię zacząć kontrolować? - zapytała - masz pij - powiedziała podając mu biały styropianowy kubek.
- Dzięki - powiedział i szybko wypił zawartość kubka.
- Odrażające?
- Nie, podobno jestem inna niż wszyscy.
- Tak wszystkich by to odrzuciło. Ale może po prostu jesteś stworzona do bycia wampirem.
- Moooże - odpowiedziałam, zerknęłam na zegarek który wskazywał siedemnastą, wstałyśmy razem z Pezz i wyszłyśmy z kawiarni.

Part 12

- Ja ide do dyrektora, bądźcie grzeczni. Niall, opowiedz jej o mocach - zaśmiała się i zamknęła drzwi.
- Dobra - odpowiedział do drzwi.
- Przecież jej tutaj już nie ma.
- Tak, ale pomimo że te ściany baaardzo mało przepuszczają ona to jeszcze usłyszała - zaśmiał się - bo wiesz mamy z tysiąc razy lepszy słuch niż ludzie.
 - Lepszy słuch, czytanie w myślach. Co jeszcze?
- Tak jak na każdym filmie szybkość i siła. A do tego niektórzy potrafią latać, ja na przykład tak. Perrie, Zayn, Liam, Hazz, Lou, Danielle. Elie się uczy. Louisa i Lux nie potrafią, Paul też nie. Zayn potrafi zmieniać ludzią nastroje, ale żadko z tego korzysta. Perrie, ona ma niezwykłą persfazję nawet premier poddaje się jej słową. Dlatego co kilkanaście lat "rodzimy się" na nowo, bez niej było by ciężko. Harry, czy to moc to nie wiem ale uwodzi wszystkich do tego potrafi sprawić człowiekowi, wampirowi też, przyjemność nie dotykając go - zaśmiał się.- Spokojnie, tylko jeśli ktoś pragnie się z nim przespać .
- Jeszcze ktoś coś potrafi? - zapytałam.
- Inne wampiry tak, my tylko jeszcze wszyscy potrafimy przewidzieć co stanie się za kilka dni, góra kilka tygodni. A no i Lux wyczuwa nastroje, ale ona jest bardzo młodym wampirem więc dopiero odkrywa swoje moce.
- Ta mała jest wampirem - zdziwiłam się.
- Tak, ją i jej matkę Louise przemienił jeden drań. Już nie żyje, za przemienienie dziecka został zabity.
- Ile lat można mieć by kogoś przemienić.
- Wampir musi mieć co najmniej 25 od przemieniania, człowiek 15 - uśmiechnął się. - Spokojnie my wszyscy mamy powyżej dwudziestu pięciu lat - dodał .
- Kto jest najmłodszy?
 - Lux, a tak na serio jeśli chodzi o grono zainteresowanych to Liam.
- Myślałam że Harry.
- Został przemieniony mając najmniej lat, ale nie jest najmłodszym wampirem wśród nas. Choć teoretycznie jest w naszym wieku. Wszyscy mamy 20 lat...
- Dziewczyny też?
 - Tak wszystkie mają 20 i już zawsze tyle będą mieć.
- A Lux i Louisa?
- Lux ma 4 a Louisa ma 23 - zaśmiał się.
- Czemu ta mała jest wampirem? Powiedziałeś że wampir który to zrobił zginął, bo nie można.
- Tak, niestety one nie miały szczęścia i je dopadł.
 - A Max...? - przypomniał mi się chłopak spod kina.
- Tak, on niestety też jest jednym z nas. Ale nie akceptuje żadnych zasad, przez co ma wiele kłopotów. Teoretycznie powinien słuchać się Louisa, bo on jest najstarszy. Ale mnie i reszty z mojego domu też ponieważ my jesteśmy od niego starsi.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i na korytarze wyszli uczniowie. Perrie, wróciła do gabinetu z dwoma nieznanymi mi dziewczynami i wręczyła im zaproszenia.
- Tylko wiecie jak jest, macie nikomu nie mówić że je już dostałyście bo się wszyscy rzucą a lista nie jest skończona. A teraz idźcie już do domu, rozmawiałam z dyrektorem - dziewczyny wyszły i zamknęły drzwi a blondynka upadła na fotel.
- Mam dość - szepnęła po chwili.
- Czego? - zapytałam z Niall'em w tej samej chwili.
- Piter znowu dorzuca gości do naszej listy.
- Te dwie? - zapytał blondyn w skazując na zamknięte już drzwi.
- Tak i jeszcze kilka innych osób - dodała pokazując karteczkę.
- Zaprosisz je?
- Nie, to nasza impreza a nie jego. Niech sobie sam zacznie organizować swoje imprezy u siebie w mieście.
- I dobrze - uśmiechnął się i w tym momencie do gabinetu weszła dwójka mężczyzn. Niall zaśmiał się a Perrie aż zatkało.
- Piter, co ty tu robisz??
- Odwiedzam znajomych. Ludzie wychodzą - wskazał na mnie a ja poczułam jak Niall przytrzymuje mnie mocniej bym nawet nie pomyślała żeby wstać - powiedziałem ludzie wychodzą - jego głos był stanowczy ale Niall nie ustępował.
- Jesteś na moim terenie a nie na swoim na dodatek jestem starszy więc nie rządź się - zaśmiał się blondyn
- Natalie zostaje.
- Niall zaczyna się rządzić a z tego co wiem to jest terytorium Louisa - odezwał się w końcu ten drugi, ale Piter uciszył go gestem dłoni.
- W takim razie kim ona jest? Pokarmem? Świadkiem...? - pytał Piter
- Dziewczyną - odparł i mnie pocałował.
- Spotykasz się z człowiekiem? - zdziwił się gość.
- Zabronisz mi?
- Nie, ale nie spodziewałem się tego. W takim razie przepraszam i witam cię Natalie - podszedł i ucałował moją dłoń.
- Wiktor pilnuj by nikt nikt tu nie wszedł. Perrie, dlaczego nie chcesz zaprosić osób z mojej listy?
- Ponieważ to moja i chłopaków impreza a nie twoja.
- Ale one są pyszne.
- To nie ma być twoja kolacja - zaśmiała się Pezz, a ja wiedziałam że próbuje się powstrzymać by nie zacząć krzyczeć.
 - Zaproś je proszę - jego głos był błagalny, już nie władczy jak na początku. Teraz brzmiał jak dziecko.
- Zaprosiłam Care i Louise, więcej nie dostaniesz - stwierdziła, wszyscy wiedzieliśmy że kolejne kłótnie i prośby nie mają sensu.
 - Dobra - poddał się - do zobaczenia wieczorem Natalie.
 - Dotknij jej a pożałujesz! - warknął Niall.
- Spoko Horan, rozumiem. Ona jest twoja czy jak to tam. Znqm podstawowe zasady. Nawet jeśli się nią nie żywisz ale się z nią spotykasz to żaden inny wampir nie może jej dotknąć, w sensie zagrażającym życie lub krępującym ją.
- Dokładnie, przekaż to swoim koleżką - mój chłopak był pewny że nic mi nie grozi. Siedzieliśmy jeszcze chwile w gabinecie Pezz,ale ja już zrozumiałam że nic mi nie grozi.
- Pomożesz mi Nat potem rozdać zaproszenia? Już dopisałam cię do organizatorów i wpisałam imiona gości. Przez Pitera mam mniej czasu. Zabije kiedyś drania - zaśmiała się.
- Jasne, daj mi chwile - powiedziałam i już chciałam wstać ale Horan mocno mnie chwycił i przyciągnął do swoich ust. ote from Royal Bird http://bit.ly/Notepad_Pro

Part 11

- Słucham - uśmiechnęłam się do niego i dla zachęty cmoknęłam go w policzek.
- Obiecaj że nie uciekniesz jak ci powiem.
- Obiecuje .
- A więc ja... My... Nigdy jeszcze nikomu o tym nie mówiłem. Nie wiem jak mam o tym ci powiedzieć - dotknęłam jego dłoni, była chłodna jak zawsze. Tak jak dłoń Pezz, El, Dan, Zayn'a, Li, Lou, Hazzy.
 - Ty... - coś zaczęło mi się rozjaśniać.
- Ja, my... Bo my, nie jesteśmy ludźmi - powiedział a ja zrozumiałam wszystko. Już rozumiałam wszystkie te dziwne rzeczy, które jeszcze tak niedawno zaprzątały moje myśli, chciałam uciec i zostać równocześnie.
- Ty...
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. Zakochałem się w tobie.
- Czy wy....
- Jemy ludzi? - zapytał nim ja skończyłam pytanie
- Tak, żywimy się krwią, stąd ta bezpieczna lista. Boisz się?
 - Trochę - przyznałam.
- Chcesz teraz ode mnie uciec? - w jego oczach czaił się strach.
- Nie - odparłam szybko - to dziwne ale nie chce uciec, nie zrobisz mi nic? - zapytałam, choć znałam odpowiedź.
- Nie, ja cię kocham Natalie. Zakochałem się w człowieku, to irracjonalne ale się stało.
- Dlaczego ja?
 - Zakochujemy się tak jak ludzie, nie mamy na to wpływu.
 - Nie wolałbyś kochać wampirzycy?
 - Nie, nie oddałbym cię za żadną wampirzyce świata.
- Wytłumaczysz mi o co chodzi z bezpieczną listą? - liczę na to że on mi to w końcu wyjaśni.
- Na naszą imprezę, poza ludźmi zapraszamy też wampiry które są naszymi przyjaciółmi. Bezpieczna lista zapewniała pozorne bezpieczeństwo osobą znajdującym się na niej. To były dzieciaki burmistrza, samorząd szkolny, albo nasi dawcy. Tym razem są dwie listy. Na jednej jesteś tylko ty, ta nie jest spisana. Na drugiej te osoby co przedtem.
- Mam rozumieć że ja jestem chroniona inaczej? - nie byłam zła tylko zdziwiona.
- Tak, jeśli cię którykolwiek wampir, no nie mówię o tych z którymi mieszkam - tego się nie spodziewałam że oni też są wampirami - to srogo pożałuje, jeśli spróbuje cię ugryźć wyrwę mu kły a jeśli cię ugryzie to zamkniemy go na dwieście lat bez jedzenia, to dla wampira gorsze niż śmierć bo z głodu nie umieramy co najwyżej tracimy siły.
- U-ugryźć mnie!!! - krzyknęłam ale on szybko mnie przytulił a ja poczułam się bezpieczna.
- Spokojnie żaden tego nie zrobi, nigdy nie żywimy się dziewczynami kumpli.
- A ty - nie zdążyłam skończyć pytania bo ktoś wszedł do gabinetu.
- Nie, chyba że sama mnie poprosisz - okazało się że tą osobą jest Pezz.
- Miałeś jej powiedzieć - krzyknęła.
- Powiedziałem - uśmiechnął się Niall.
- Ta jasne i ona siedzi przytulona do ciebie tak spokojnie?? Mów jej teraz, to moja przyjaciółka ja jej okłamywać nie będę - krzyczała blondynka.
- Nat, ja jestem wampirem. I Perrie też nim jest - blondynek wyszczerzył zęby, ukazując dwa kły.
- Wiem - cmoknęłam go w policzek.
- Zadziwiasz mnie Nat, bałam się że uciekniesz i nas znienawidzisz.
- A mam tak zrobić - zdziwiła mnie jej reakcja na go że nie uciekłam.
- Nie po prostu to dość straszny sekret - posłała mi piękny uśmiech. Siedziałam jeszcze tak z Niall'em przez pół godziny może nieco dłużej . Nie chciałam go puścić, bałam się że zniknie. Że odejdzie i już więcej go nie zobaczę, teraz znając jego sekret pragnęłam go jeszcze bardziej.
~Czy się boje? Owszem. Czy chciałabym by on był normalny? Nie. Czy czuje się jeszcze gorzej, niż przed tem? Nie, może straciłam starych przyjaciół ale zyskałam takich którzy będą wiecznie ze mną, wiecznie młodzi... Młodzi, czy on mnie będzie dalej pragnął za kilka lat????
- Nie myśl o tym - szepnął mi do ucha, a ja zrozumiałam że on słyszy wszystkie moje myśli.
- Czy ty.
- Tylko przez chwilę, nie chce siedzieć w twoich myślach ale się zasmuciłaś - uśmiechnął się.
- Postaram się o tym nie myśleć, ale ja....
- Jesteś człowiekiem, o to Ci chodzi?
- Ja się zestarzeję a ty nie - po policzku pociekły mi pojedyncze łzy.
- A chciałabyś się nie starzeć? - w jego oczach widziałam strach i radość równocześnie.
- Chciałabym już zawsze być z tobą - szepnęłam.
- Nie szepcz i tak was słyszę, mam wyjść?? - zapytała Pezz
- Nie, zostań. Macie lepszy słuch, czytacie w myślach. Coś jeszcze? - zapytałam.
- Potem o tym porozmawiamy, skończcie swój temat - uśmiechnęła się.
- Dobra, ale nie odpuszczę ci - uśmiechnęłam się.
- Więc mówisz, że chciałabyś być ze mną już do końca świata?
 - Chyba tak... Kocham cię, chce już zawsze być z tobą.
- Ile lat chciałabyś mieć wiecznie? - zapytał, a ja zrozumiałam że to całkowicie poważna rozmowa i pomimo że wydawało mi się to śmieszne, na mojej twarzy nie pojawił się uśmieszek.
- Nie wiem - to prawda, każdy mówi że wiecznie pragnąłby być dzieckiem, ale mając możliwość wyboru. Zwłaszcza z perspektywą spędzenia wieczności z ukochanym nie jest się pewnym ile lat chce się mieć.
- Dziewiętnaście - zaproponowała Perrie.
- Czemu dziewiętnaście - zapytał Niall.
- Bo ciągle będzie nastolatką, ale będzie też dorosłą. Poza tym w takim wieku może sobie odjąć z trzy lata lub dodać z cztery gdy się przeprowadzimy - zaśmiała się, ja zrozumiałam o co jej chodzi i musiałam przyznać jej rację. To był idealny wiek.
- 19? - upewnił się Niall.
- Tak, może być 19 - uśmiechnęłam się a on złączył nasze usta.
- Niall radze ci teraz mówić że masz 18, to tylko 2 lata więcej niż ma ona więc jej ojciec się nie będzie czepiał.
- Nie musi, może mówić ile ma lat - nie zdałam sobie sprawy jak głupio to zabrzmiało.
 - Jasne, niech się przedstawi: Jestem Niall, jestem chłopakiem pańskiej córki i mam 157 lat - zaśmiała się Pezz.
- No tak, źle to sformułowałam. Może mówić że ma 20.
- A wtedy twój ojciec za 3 lata pozwoli ci się z nim wyprowadzić - zaśmiała się Pezz.
- No... Racja, lepiej miej 18 - przyznałam racje blondi.

Part 10

- Jasne, jeśli tylko dalej chcesz mojej pomocy - uśmiechnęłam się. Wiedziałam jak dużym zaufaniem trzeba kogoś obdarzyć by pozwolić mu przeglądać takie dokumenty i by podać swoje osobiste, acz ważne hasło. Poczułam się prawie jak w domu, ale to ciągle nie był mój dom. Nie potrafiłam, jeszcze, pokochać tego miasteczka. Pomimo że pokochałam już kilku jego mieszkańców. To dziwne ale od pierwszej chwili gdy tylko spotkałam Niall'a czuje się tak jakbym w końcu znalazła swoje miejsce na Ziemi. Moje rozmyślania przerwał czyjś głos.
- Co dziś na lunch? - droga do stołówki, z gabinetu Pezz, nie była długa jednak my pokonałyśmy ją w ciszy. - Sałatka lub hamburger lub spaghetti - wyszeptała Dan przeglądając jadłospis na ten tydzień.
- Do tego sorbet malinowy lub galaretka lub tiramisu - posłałam im uśmieszek, nie tak dawno przeglądałam ten jadłospis. Perrie powinna go zatwierdzić w zeszłym tygodniu a skoro nie chodziła na uczelnie to tego nie zrobiła. Ufając mailom, ostatni raz była tu we wtorek zeszłego tygodnia a dziś był piątek.
- Patrzcie, patrzcie nie chodzi tu a i tak wie. Nie, marz nawet w Doutround nie mają takich lunchy - Eli lekko szturchnęła mnie w ramię. Przez co, albo dzięki czemu w bardzo radosnym humorze weszłyśmy na stołówkę. Wszystkie jeszcze chichotałyśmy mijając pierwszą grupkę ludzi i bez kolejki biorąc lunch. Ja i Pezz wybrałyśmy to samo sałatkę i sorbet malinowy. El zamiast sorbetu wybrała tiramisu a Dani zabrała spaghetti i sorbet. Usiadłyśmy przy jednym z niewielu już wolnych stolików i zaczęłyśmy rozmawiać.
- Dziś impreza, wszyscy na nią czekają ale nikt jeszcze nie wie kto jest zaproszony - Dan szeptała a z jej twarzy nie znikał uśmiech, nie do końca rozumiałam o co chodzi.
- To... Taka nasza tradycja, organizujemy co miesiąc imprezę o której wiedzą wszyscy w szkole i pół miasteczka ale...- Pezz najwyraźniej udzielił się humor Pezart, na szczęście zrozumiała mój wyraz twarzy który wyrażał zdezorientowanie.
- Dopiero w ostatniej chwili dostają zaproszenia, na kilka lub kilkanaście godzin wcześniej. Z tego co wiemy to faceci zawsze mają już przygotowany alkohol i bukiecik lub pojedynczy kwiat dla towarzyszki. Dziewczyny mają przygotowane sukienki i czekają na zaproszenie bądź też chłopaka który takowe zaproszenie otrzymał - objaśniła mi w końcu ostatnia z moich nowych przyjaciółek.
- Teraz rozumiem, ja mam zaproszenie?
 - Ty go nie potrzebujesz jako dziewczyna Horana jesteś współorganizatorką no i jesteś na bezpiecznej liście - w tym momencie brunetka dostała w brzuch od Danielle, siedzącej najbliżej niej.
- Co to bezpieczna lista? - zapytałam zaciekawiona.
- Nic ciekawego. Przybliżę ci jeszcze kilka zasad - Dan wyraźnie próbowała coś ukryć - a więc jest tak że chłopak nie może zaprosić dziewczyny z zaproszeniem. Dziewczyna nie zaprasza nikogo. Po określeniu przez chłopaka jego pary rozdajemy ostatnie zaproszenia wolnym osobą ale z notatką że nie mogą nikogo zaprosić
- Trochę to zaplątane, ale chyba zrozumiałam.
- Najzabawniejsze jest to że nikt, NIGDY nie odmówił nam przyjścia - dodała Pezz.
- Rozumiem, a powiecie mi o co chodzi z bezpieczną listą.
- Poza osobami. z miasteczka przyjeżdżają też inne osoby, dużą część z nich znamy ale są takie które są parą jakiegoś naszego znajomego - najwyraźniej nie miałam się dowiedzieć czym jest bezpieczna lista.
 - A kto jest na bezpiecznej liście? - spróbowałam inaczej.
- Ty, córka dyrektora, Clara moja zastępczyni, kilka innych mniej ważnych osób - podały mi listę, z tego co zauważyłam były to przypadkowe osoby, tak jakby to miała być przykrywka dla czegoś.
- Powiecie mi do czego służy ta lista??
- To skomplikowane... Przede wszystkim chodzi o twoje bezpieczeństwo, potem o bezpieczeństwo reszty tych osób - poniekąd było to wytłumaczenie, ale wiedziałam że to nie wszystko... Przede wszystkim nie rozumiałam co moje bezpieczeństwo na tej imprezie ma do tej listy.
- Ta lista była też wcześniej - oczywiście chodziło mi o poprzednie imprezy.
- Tak, ale... Ale nie za bardzo się nią przejmowaliśmy, teraz... Teraz jeśli Ci się coś stanie, wszyscy za to zapłacimy. Reszta osób tak na prawdę nikogo nie obchodzi. - El jąkała się.
- Dlaczego? O co w tym wszystkim chodzi? - zapytałam ale w tym momencie zadzwonił dzwonek i obie brunetki wstały i pożegnały się z nami.
- Perrie - powiedziałam ze znaczącym spojrzeniem.
- Chodź, Niall przyjdzie za godzinę i Ci wszystko, chyba, powie. Powoli wstałam od stolika i razem z przyjaciółką ruszyłam w kierunku jej gabinetu. Po raz pierwszy idąc tym korytarzem zauważyłam że na ścianach wiszą portery przewodniczących, dyplomy za osiągnięcia sportowe i intelektualne.
Usiadłam w fotelu i znów chwyciłam do rąk tableta, byłam zła za to że niczego konkretnego mi nie powiedziały.
- Uśmiechnij się - Pezz rzuciła we mnie poduszeczką.
- Dlaczego coś przede mną ukrywacie?
- Powinien Ci to wytłumaczyć Niall poczekaj chwile i przyjedzie i ci wytłumaczy.
- Dobra - poddałam się.
- Znacie się dwadzieścia cztery godziny a on jest ci w stanie. zdradzić największy sekret - uśmiechnęła się. Po mniej więcej trzydziestu minutach przyjechał Niall. Wszedł do gabinetu i usiadł naprzeciw mnie.
- Hej kochanie, cześć Pezz - uśmiechnął się.
- Hej, ja was zostawię. Powiedz jej! - zabrzmiało to jak groźba.
- Dobra. - poddał się.
Gdy Perrie wyszła przez chwile siedzieliśmy w spokoju. W końcu tą ciszę przerwał Niall.
- Powiedziały ci coś?
- Właściwie nie, cały czas mówiły że ty to musisz zrobić.
- No proszę jakie z nich jędze - uśmiechnął się, wstał i usiadł razem ze mną na jednym fotelu sadzając mnie na swoich kolanach i mocno przytulając. Tak jakby się bał że ucieknę.
- Więc okej, ja ci to wytłumaczę - wziął głęboki oddech.

Part 9

- Ufam, przynajmniej się staram ufać wam i jemu. Moje serce... Ono mu się w pełni oddało, ale mój rozum mówi by wiać - po raz długi w tak krótkim czasie zobaczyłam w ich oczach strach, lęk i poczucie że ktoś odkryje jakiś straszny sekret...
 - To dobrze - Dani, tak jak Liam była tą odpowiedzialną, więc postanowiła szybko zakończyć temat.
 - Idźmy już bo się spóźnimy.
Szybkim krokiem ruszyłyśmy w kierunku budynku w którym Pezz miała zajęcia. Gdy weszłyśmy do środka podeszło do nas mnóstwo osób, w końcu Pezz była przewodniczącą szkoły.
- Perrie kiedy impreza!
- Perrie co ze zbiórką ?!!
- Perrie co z balem maturalnym??
- Perrie porozmawiaj z dyrektorem!
- Perrie cheerliderki potrzebują kasy na zawody!!!
- Perrie za dwa dni zawody a dyrektor uziemił głównego rozgrywającego, prosimy pogadaj z nim!
- Pezz matematycy znowu chcą nam zabrać sale a musimy zrobić obrady rady uczniowskiej...
- Perrie my potrzebujemy tej sali bo mamy konkurs!
- A my ważne obrady.
Nagle na środku korytarza zrobił się tłok osób krzyczących, mówiących i proszących o jakieś rzeczy. Ja zastanawiałam się jakim cudem Perrie ma to wszstko zapamiętać. No i ta kłótnia matematyków i samorządu. Zastanawiałam się czy nie potrzebuję pomocy, sama wcześniej też byłam przewodniczącą więc nie był by to dla mnie problem.
- Spokój - krzyknęła nagle, ta spokojna dziewczyna po której się spodziewałam wielu rzeczy ale nie krzyku na środku szkolnego korytarza - załatwię wszystkie te sprawy jeszcze dziś, ale dajcie mi czas i spokój. Nie da się tego tak szybko załatwić....! W tym momencie ludzie zaczęli się rozchodzić a Pezz odetchnęła z ulgą... - Bosh, gdybym wiedziała że tak będzie to bym nie przychodziła - powoli się uspokajała.
- Dobra, idę na swoje zajęcia a wy bawcie się dobrze kochane - Eli odeszła a ja zrozumiałam że jeszcze wielu rzeczy o nich nie wiem. I że wszyscy mnie jeszcze zaskoczą.
- O 12 przy moim stoliku? - Pezz powiedziała do El, stojącej już przy jakiejś sali. - Jasne, to do 12. Pomachały sobie i brunetka weszła do sali.
 - A my gdzie idziemy? - szepnęłam do Pezz
- Do mojego gabinetu, kocham tą szkołę za to że przewodnicząca ma własny gabinet - uśmiechnęła się i ruszyła korytarzem.
Po wejściu do gabinetu zaskoczyło mnie... Wszystko to raczej był salon z kanapą, stołem, biurkiem i piłkarzykamil. Na stoliku leżał tablet a na biurku laptop.
 - A zajęcia?
- Na wykładach mam obecność, notatki dostaje od uczniów i nauczycieli. Na egzaminy przychodzę normalnie.
- Też bym tak chciała - uśmiechnęłam się do siebie.
- Eli i Dan tak mogą bo są moimi przyjaciółkami. Wybierasz się tu wbprzyszłym roku ??? - Pezz siedziała już za biurkiem.
- Chyba tak, a co?
- Po prostu przewodniczącą będzie jedna z nas więc będziesz mogła tak robić.
- Pomóc ci? - zapytałam się gdy już zatopiłam się w miękkim fotelu.
- Poradzisz sobie?
- Uważasz mnie za idiotkę - lekko uraziła mnie swoją uwagą.
- Nie po prostu to mnóstwo pracy, nie wszyscy ogarniają...
- Byłam przwodniczącą - uśmiechnęłam się.
- Jejku, ale fajnie.
- Na serio? - zmieszałam się.
- Tak, bo jesteś super osobą i byłaś przewodniczącą - prawie spadła z krzesła.
- Cieszę się że nie uważasz mnie za jakąś idiotkę czy coś - chwyciłam tablet do ręki.
- 1201199310071993 - powiedziała, po czym dodała - to hasło ale nikomu nie mów, można przez nie wejść do mojego tableta i laptopa. A także daje mi dostęp do dziennika.
- Komu miałabym powiedzieć? - zaśmiałam się.
- Jesteś pierwszą osobą która dostaje to hasło. Nawet Dan i El go nie znają - teraz zaśmiałyśmy się razem. Siedziałyśmy tak przez półtorej godziny w końcu zegar wskazał dwunastą a do gabinetu weszła Eli z Dan.
- Idziemy na ten lunch?
- Już - Pezz oderwała się od laptopa i zerknęła na zegarek...
- No o 12... Tak mówiłaś - uśmiechnęła się Dani.
- Boshe, już 12. Tak tak idziemy, potem to skończymy co nie Nat.

Sorry że taki krótki, ale chciałam wam wstawić dwa na raz więc coś za coś... Następne dostaniecie potem, jutro tak ok. 2-3 w nocy xD Czyli za jakieś 3-4 godzin, kochamnwas kotki, lusterka, marcheweczki, zboczuchy, łyżeczki

Part 8

Sprzątanie z Danielle zajęło mi moment, przez chwile w spokoju rozmawiałyśmy po czym dołączyła do nas Perrie ubrana w długą asymetryczną spódnice i delikatną białą bluzke z czarnym krzyżem . Wyglądała ślicznie. - pojdziecie ze mną - oznajmiła gdy piła sok pomarańczowy. - Dokąd jeśli można spytać? - niepewnie, ponieważ dla mnie ciągle była jeszcze obcą osobą. - Na zajęcia , przydało by się w końcu pojechać dawno nie byłam - uśmiechnęła się szeroko i wzięła jabłko z koszyka. - A my tam po co ci tam? - Nie nawidze chodzić na te zajęcia bo są nudne - uśmiechnęła się - z wami się przynajmniej nie zanudzę. Po dziesięciu minutach wszystkie trzy byłyśmy gotowe do wyjścia i towarzyszenia Perrie na zajęciach. Zrobiłam sobie lekki makijaż, no lekki jak na to co miałam na sobie na codzień. Pezz miała śliczną cerę więc nałożyła tylko róż i mocno wytuszowała rzęsy, Dani natomiast wyrównała kolor twarzy po czym pomalowała szybko acz precyzyjnie oczy. Eli otworzyła drzwi szafy stojącej w długim korytarzu a ja oniemiałam od ilości ubrań znajdujących się w niej. Pezz zerknęła na mnie i się subtelnie uśmiechnęła. - Masz fajny styl, ta kurta będzie ci pasowała - podała czarną, skórzaną kórtkę. - Czy to kurtka Niall'a - szepnęła Eli. - Tak moja, ale na niej jest ładniejsza - za moimi plecami stał osobnik o którym rozmawiałyśmy, pocałował mnie we włosy - bawcie się dobrze - szpnął i odszedł w głąb domu. Poczułam przyjemne ciepło i zaczęłam się szczerzyć sama do siebie. Moja podświadomość ciągle krzyczała "On coś ukrywa idiotko!!!!!!" ale moje serce mówiło "Musisz go kochać, on jest przeznaczony tobie", jak by nie było stanęłam w sytuacji bez wyjścia. "Uważaj na niego ale go kochaj" mówiłam sama sobie, choć wiedziałam że nie będę w stanie go opuścić. - O czym tak myślisz - nagle dotarł do mnie głos El. - O niczym - uśmiechnęłam się do niej po czym założyłam kurtkę - idziemy? - chciałam odwrócić uwagę od swojej osoby co mi się chyba udało bo Dan szybko założyła kurtkę i otowrzyła drzwi. - Jasne - jej uśmiech jest taki piękny, wręcz obezwładniający. Po niespęłna dziesięciu minutach jazdy stanęłyśmy przed uczelnią, Perrie zaparkowała na prestiżowym miejscu obok samochodu jakiejś cheerliderki . - Hay Britney - uśmiechnęła się i pewnym krokiem ruszyła przez campus. - Witam przewodniczącą - ruda dziewczyna, Britney szybko odpowiedziała mojej nowej znajomej. Wychodzi na to że wkręciłam się w elitę. Teraz zaczęłam zastanawiać się czy Niall też studiuje, albo Zayn, albo Liam czy też Louis bo Harry'ego bym o to nie podejrzewała.... Choć o ile dobrze zauwarzyłam to jest młodszy od nich, ale przypuszczam że nie jakoś znacząco góra dwa lata od Niall'a i reszty chłopaków . Dziewczyny zauważyły moje rozkojarzenie, po raz kolejny już dziś. Jak one to robią, ludzie którzy znają mnie całe życie nie raz tego nie zauważają a one tak. I to szybko. - Co się dzieje? Źle się z nami czujesz? - zaniepokoiły się. - Nie, skąd... To raczej chodzi o Niall'a, on... Czuje że jeszcze nic o nim nie wiem i to mnie martwi. Mój rozum mówi bym od niego uciekała, ale... Ale nie potrafię - powiedziałam, w końcu komuś powiedziałam coś co mnie od kilkunastu godzin dręczyło. Ich miny, nie wiem jak je odczytać były... Zmieszane, jakby się bały że odkryję jakąś wielką tajemnicę. Jak na przykład kosmici czy to rozwiązanie zagadki trójkąta Bermudzkiego. - To... - No bo... - Więc... Wszystkie zaczynały, ale żadna z nich nie umiała powiedzieć tego chciała. Przestraszyłam się, moje wątpliwości stawały się coraz większe nie wiedziałam już czy Niall jest taki za jakiego go uważam, o mało nie weszłam na jakiegoś chłopaka na szczęście w pore Pezz chwyciła mnie za rękę. - Natalie co się z tobą dzieje. Jesteś jakaś roztargniona - potrząsnęła mną. - Nic... Po prostu, bo to jest takie dziwne. Obcy facet się we mnie zakochuje. Ja nic o nim nie wiem, on prawie nic o mnie. Wy coś ukrywacie. To jest nienormalne!!! - zaczęłam krzyczeć. - Spokojnie, on ci wszystko powie. Po prostu my nie jesteśmy odpowiednimi osobami by mówić o takich rzeczach. On cię na prawde kocha i nie chciałby byśmy zdradzały ci pewne rzeczy. Musisz, albo przynajmniej się postaraj mu zaufać i nam... - Dan była przejęta ja nie potrafiłam powiedzieć "Nie moge mu ufać", bo byłam w nim w pełni zakochana. ote from Royal Bird http://bit.ly/Notepad_Pro